3 BIEGUN

Z Dziennika Pielgrzyma, część 9

31 marca 2015

Rano wyjście z Trzebiatowa. Przez moment było słoneczko kiedy o 6:30 idę do Sanktuarium Macierzyństwa NMP pomodlić się w intencjach, które noszę w sercu. Potem pakowanie, decyzja: Hansken idzie ze mną, spotkanie z burmistrzem, który ma meble z Wolnego Miasta Gdańska i Krzysztof odprowadza mnie do granic miasta. Jeszcze pożegnanie z „Pod Wielkim Wozem”, bo tak w myślach nazwałem pensjonat, w którym przyszło mi spać. I jeszcze zdjęcie z podobizną Hansken z 1639 roku.

Krzysztof mówi, że Hansken słoń – pielgrzym została pochowana we Włoszech i kiedyś się tam wybierze. Może rzeczywiście razem z Trzebiatowem uda nam się zorganizować Obóz Zdobywców Biegunów dla dzieci stąd właśnie. Zaczyna padać śnieg, kiedy zatrzymuje się samochód i dołącza do mnie Iza nauczycielka z Rewala. Przypomina mi się Rewal, do którego jeździłem do ciotki na wakacje. Śnieg pada coraz mocniej grubymi płatkami i zaczyna do tego wiać, kiedy dołącza do nas kolejna nauczycielka Lidka. Żeby zapomnieć o wietrze i mokrym śniegu rozmawiamy o pracy nauczyciela, ale zaczyna wiać coraz mocniej i widzę, że Izie, która nie dok końca jest dobrze ubrana na taka pogodę  a do tego jest drobnej postury zaczyna być coraz trudniej. Nie zaimpregnowana odzież buty i rękawiczki  zaczyna przemakać i jest jej coraz trudniej. Mi tez nie jest łatwo nie do końca przygotowałem się na taką pogodę momentami jest prawie jak na biegunie. Lidka na szczęście w ostatniej chwili zdążyła pożyczyć pancerną odzież w sam raz na taka pogodę. Pada śnieg z deszczem i wiej coraz mocniej zaczynam momentami wątpić czy dojdę do Kamienia na spotkanie o 18:00 i czy w ogóle gdzieś dojdziemy.

Coraz bardziej przemakam i nie czuje już palców. Nie wiem jak to będzie i momentami mam dość. Podtrzymuje mnie w duchu obecność Izy I Lidki i cóż trzeba być dzielnym. Zamykam momentami się wewnątrz i nawiguje na autopilocie. Okazuję się ze w Cerkwicy jest Szkoła, do której chodziła Iza i ta szkoła to zbawienna przystań, do której w tej zawiej zmierzamy. Jeszcze 5 kilometrów, 4 , 1,5 km, zakręt, górka i za górkami już jest szkoła. Jeszcze dwa ronda i jesteśmy uratowani! Nie myślałem, że pod Trzebiatowem będę walczył o przetrwanie. Całe szczęście, że jest to szkoła, przypominała mi się szkoła w Sortog na Grenlandii, która też była bezpieczna przystanią. Cali przemoknięci rozkładamy rzeczy do suszenia pijemy herbatę, jemy ciastka i kanapki korzystając z gościnności Pani Dyrektor. Jak to dobrze, że możemy tu przetrwać najgorszą zawieruchę. Robi się biało i szczęśliwie mama przywozi Izie buty rękawiczki i kurtkę na zmianę. Jeszcze spotkanie z uczniami, zdjęcia, autografy i dalej w drogę. Niebo się przejaśniło trochę słońca trochę wiatru i trochę deszczu i tak będzie cały czas.

Iza i Lidka opowiadają o szkole, kolegach i koleżankach o życiowych marzeniach i chodzeniu z kijkami. W trakcie wędrowania przy złej pogodzie i przeciwnościach natury łatwiej się otworzyć i podzielić sobą. Ja tez opowiadam o biegunach i różnych podróżniczych i nie tylko przygodach. Iza zdaje się też kiedyś chce pójść do Santiago a Lidka rozśmiesza nas żartami, aby poczekać na autobus albo zabrać się z kimś autostopem. Za chwilę wspominamy niedawną zadymkę ze śmiechem ze to była super przygoda  i bez załamania pogody było by nudno. W Świerznie krótki postój przy sklepie, gdzie Lidka mówi, że to maszeruje Marek Kamiński i ludzie do końca domniemają. I tak mija czas na żartach, historiach i dystansie do siebie, ale kilometrów ubywa powoli aż dochodzimy do Mokrawicy gdzie zaczyna padać na serio. Bardzo jestem przemarznięty i przemoczony i ledwie idę. Przed Kamieniem dołącza do nas grupa młodzieży, ale nie do końca przygotowani, niektóre dziewczyny mają czółenka i generalnie normalne miejskie spodnie i kurtki. Żal mi ich, kiedy widzę jak szybko przemakają i przemarzają.

Resztką sił przechodzą przez Kamień, dochodzą do Katedry, chwila modlitwy i spotkanie. Na szczęście nocleg, blisko bo obok a ksiądz Darek okazuje mi bardzo dużo życzliwości. Spotkanie przedajne. Świetni ludzie i świetne pytania: O drogę do Boga, o moje bieguny. Bardzo wiele życzliwości i otwartości.

Przemarznięty do szpiku żegnam się gorąco ze wszystkimi i doczłapuję do plebanii gdzie jemy razem z Księdzem Darkiem gorący krupnik a potem rozwieszam rzeczy do suszenia, prysznic i spać. Jest 24:00. Tylko spać.

 

Tagi: , , , ,

Comments

comments