3 BIEGUN

Z Dziennika Pielgrzyma, Część 8

29 marca

Rano pada, widok na park, biblioteka w której tyle czasu spędziłem i ulica Fausta od której zaczęła się niejedna moja podróż. Na przykład Maroko-Afryka. Pożegnanie z księdzem Radkiem i modlitwa w Kaplicy. Powolny spacer przez rynek po drodze kwa na stacji Orlenu. Pożegnanie z prezydentem Koszalina i szybki marsz od  Katedry z Grupą Biegową z Koszalina. Krótka modlitwa w Katedrze – dziś Niedziela Palmowa. Odprowadzi mnie też Pani Molesztak, żona mojego wspaniałego nauczyciela historii z Liceum. Wizyta w Zakładzie Karnym w Koszalinie, opowiadam im historię swojego życia, o podróżach które mnie wiele nauczyły o przewidywaniu konsekwencji swoich czynów, o nieuleganiu strachowi. Jeśli choć jeden więzień zainspiruje się moimi opowieściami to warto było tu przyjść po drodze do Santiago. Jeszcze uściśnięcie rąk i życzenia jak najszybszego wyjścia na wolność i dobrych świąt. Dobrze tu było przyjść. Idę dalej z Darkiem i Mariuszem reporterem z Koszalina który towarzyszy nam do Stanisławic. Darek jeszcze raz opowiada mi Drogę życia a także Pasję – film Mela Gibsona. Szczególnie utkwiła mu scena kuszenia przez szatana podczas modlitwy w Ogróju i rozpacz i skowyt szatana kiedy Chrystus umarł na Krzyżu i Odkupił Grzechy Ludzkości. I wypełniło się.

Rozmawiamy o rekolekcjach Adama Szóstaka, o historii syna marnotrawnego a ja wciąż myślę o Marku który na mnie czeka w Santiago.

Dobrze się idzie z Darkiem który zegna się przed każdym napotkanym krzyżem co mnie tez mobilizuje do modlitwy.

Zachodzimy do kościółka w Dobrzycy, gdzie otrzymujemy kolejne błogosławieństwo na drogę. Potem już mocno pada, cały jestem przemoczony i zmęczony. Podśpiewuję sobie, ale mokro nawet w butach.

W końcu dochodzimy na kwatery. Kukinia 11 piękny pokój, gorący prysznic i dobra kolacja. Nie spodziewałem się tego, a rodzina bardzo gościnna, robimy sobie zdjęcie, rozmawiamy o wierze, o Polsce i Rosji o drodze prostych ludzi.  Piękna rodzina i piękne miejsce na szlaku, Kukinia 11.

Cała rodzina schodzi się do mojego pokoju. Ci ludzie wiedzą że nikt za nich nic nie zrobi, chcą działać przygotowują pokoje dla turystów, mają nadzieję że szlak jakubowy przyśnienie pielgrzymów którzy zapukają do domów na szlaku. Przygotowują plac zabaw dla dzieci i mają nadzieję na lepszą przyszłość. Dobrze mi tutaj z tą rodziną, wszystkim pielgrzymom polecam taki przystanek na drodze. Chciałoby się tu zatrzymać  dłużej, ale jutro znów w drogę.

 30 marca

W nocy wieje, pada i łomocze.

Nie chce się wstawać. Obraz natury w oknie wygląda niezachęcająco, ale co robić trzeba się zbierać. Pisanie, pakowanie, problemy ze sprzętem.

W końcu mam chyba optymalny strój na tę pogodę. Kurtka i spodnie goryteksowe do tego rękawiczki, opaska na uszy, kapelusz i kaptur i opaska na szyję. Zobaczymy

Jeszcze jajecznica i parówka przygotowana przez gospodynie, szybka herbata i kwa i w drogę.

Ale tu dobrze, cieplutko i przytulnie, ja chcę tu zostać.

Jeszcze ostatnie zdjęcie z przedstawicielami gminy Ustronie i w drogę. Ale duje całkiem jak na biegunie a do tego pada. Ledwie mogę iść pod wiatr i deszcz. Kiedy staję wiatr prawie mnie przewraca.

Skąd tu się wzioł taki wiatr i deszcz. Zamykam się w sobie i idę, jest ok., tylko marzną mi pale dłoni bo rękawiczki przemoczone. Przypomina im się że Yuki zawsze mówiła i pisała że jestem kosmitą, więc kosmita włącza program i idzie do przodu i tak w takim transie przechodzę godzinę w tej zawierusze. No trudno nikt nie mówił że będzie łatwo niech mnie przewieje, to na zdrowie.

Przed Kołobrzegiem czeka na mnie Renata. Człowiek ze strefy Camino (w skrócie z Camino) i dalej idziemy razem. W oddali widać katedrę w Kołobrzegu. Przypomina mi się jak chodziłem do podstawówki w Kołobrzegu jak przewrócił się dźwig, jak chodziłem na zajęcia teatralne i do stomatologa który dawał mi nagrodę a ja potem chciałem ją oddać w sklepie. I jak założyłem mini sklep w domu i jak jeździliśmy na grzyby, jak ugryzł mnie pies w stopę (a może się skaleczyłem) i jak znalazłem psa i go potem oddałem. I jak zakochałem się w Nel z Pustyni i w Puszczy i wyobraziłem sobie że jade na koniu i ją ratuję. I jak chodziliśmy z mamą do katedry na msze i kupiliśmy Pismo Święte. I jeszcze dużo zdarzeń, a moją wychowawczynią była pani Drewko, a szkoła nazywała się chyba  Tysiącelecia Państwa Polskiego.

A teraz jako pielgrzym wchodzę do odnowionej katedry i modlę się  w niej a potem przewodnik z Muzeum pokazuje mi najciekawsze fragmenty a na koniec TV robi za mną wywiad w zakątku katedry bo na zewnątrz duży wiatr. I jeszcze ważne miejsce krypta arcybiskupa Ignacego Jeża, ważna osoba w mojej historii i ważna dla mnie jest AT krypta przed którą przyklękam i się modlę.

Jeszcze oglądam muszlę pielgrzyma który stad dotarł do Composteli i wrócił z XVI wieku i parę przedmiotów pielgrzyma. Szybka herbata i kawa, podpisuję książki dla kogoś kto na mnie tu czekał i dalej w drogę z Renatą.

Renata mówi że dwa razy próbowała przejść Camino ale nie udało się – rwa kulszowa.

Nie poddaje się  i będzie dalej próbować. Pytam dlaczego? Aby podziękować za szczęśliwe i spełnione życie , za rodzinę za wszystko.

Mijam Kołobrzeg, miejsca gdzie się bawiłem i marzyłem jako dziecko, gdzie ratowałem Nel i jeździłem konno i gdzie byłem w sanatorium. I na prelekcji podróżnika który opowiadał o swoich przygodach w Egipcie. Gdzie zasypiałem przy lampce czytając książkę bo bałem się zasnąć sam bez światła i gdzie chciałem wsiąść w porcie na statek i popłynąć do Szwecji albo Danii.

Cały czas niemiłosiernie wieje od morza.  Mijam Stary Dworek i wychodzę na prostą drogę do Trzebiatowa gdzie o 19.30 mam spotkanie.

Nagle zatrzymuje się przy mnie samochód i ktoś kogo imienia nie poznałem daje mi banana i czekoladę i pyta czy może pójść kawałeczek ze mną. Mówi że dawno już chciała mnie spotkać ale nie myślał że będzie to możliwe. Moją pielgrzymkę odczytuje tak że trzeba otworzyć się na innych ludzi wyjść do ludzi. Dodaje że ludzie sa nieraz butni i pyszni i zamknięci na drugiego człowieka. Myślę że czuję jakby posłał go pan Bóg i mówił jego ustami i mówił o mnie. Idziemy kawałek razem. Przed Trzebiatowem dołącza do mnie grupa kobiet które myślę że trenuję nordic walking. Od razu narzucają tempo i idziemy dość szybko co na koniec dnia jest dobre, przynajmniej się rozruszam. Opowiadają historię o słoniu, który kiedyś przybył do Trzebiatowa i o kaszy która uratowała miasto i od tej pory jest co roku święto kaszy na które przyjeżdża wielu przyjaciół Trzebiatowa a ponieważ jest to miasto czterech wyzwań (katolickiego, prawosławnego, grecko-katolickiego i ewangelickiego)  – to cztery wspólnoty ze sobą gotują kaszę w wielu odsłonach. I chociaż dziś dzień był długi, ciężki i bardzo wietrzny  i deszczowy razem z towarzyszkami mojej wędrówki czas mija szybko aż dochodzimy do Pałacu nad Młynówką gdzie będzie spotkanie ze mną. Mimo zmęczenia jest mi miło. Opowiadam o swojej wędrówce przez życie. Potem wiele pytań o intencje jakie dostaję o to czy jest to bardziej podróż turystyczna czy duchowa, jak sobie radzić ze strachem i zwątpieniem, czy miałem chwile kiedy żegnałem się z życiem, co dzisiaj jadłem, jakie małe cuda dzieją się po drodze?

Opowiadam że nieraz wydaje mi się jakby to Bóg mówił do mnie przez spotkanych ludzi i wspominam tego który szedł kawałek ze mną i dał mi czekoladę i banana i dobrą energię. Ten pan jest na Sali i podchodzi do mnie z uśmiechem kiedy mówię mu że czuje jakby to Pan Bóg go do mnie posłał on opowiada mi historię o aniele który mówi do człowieka którym się opiekuje i wtedy na tym zakręcie jak upadł tez cię podtrzymałem. Dużo młodych ludzi i dużo pytań o zdobycie gór i biegunów.

Bardzo dużo jakiejś dziwnej dobrej energii która płynie w obie strony a której jest mniej na standardowych spotkaniach. (jeżeli takie są)

Później idę jeszcze Krzysztofem z Trzebiatowa który przygotował spotkanie, na kolację i on wręczy mi pluszowego Słonia którego chcę od razu wysłać do Gdańska ale kiedy opowiada mi jego historię zmieniam zdanie.

Otóż w 1639 roku była w Trzebiatowie Słonica Hansken która przybyła do Holandii z Indii jako dar dla króla od księcia  a póżniej została podarowana człowiekowi który nauczył jej wielu sztuczek  jak na przykład władania rapierem, zabawy z dziećmi i wędrowała z nią przez całą Europę i w 1639 roku odwiedził Trzebiatów a na murze z kamiennicy w której jesteśmy jest graffiti ją przedstawiające. Słonica Hansken była swego rodzaju pielgrzymem i była znana w całe Europie, namalował ją nawet Rembrant w obrazie przedstawiającym Adama i Ewę. Może jednak wziąć Hansken ze sobą?

Krzysztof zajmuje się też problemami alkoholowymi w Gminie i na 1000 mieszkańców 800 zma problem z alkoholem. Być może w ramach Obozów Zdobywców Biegunów uda nam się zrobić coś razem dlatego tak ważne dla niego jest to że nie jest tylko moja wędrówka ale że zbieramy pieniądze na Obozy i być może dzieci będące w trudnej sytuacji rodzinnej których nie stać na wyjazd będą mogły wziąć udział w naszych obozach.  Jednak to wszystko ma sens. Ma sens.

Noc w pensjonacie „pod wozem” ale pod Wielkim Wozem a Camino to przecież Via Lactea, Mleczna Droga, nie ma przypadków na tej drodze. Wieczorem jeszcze pytam trochę dla żartu na Facebooku czy warto do Santiago wziąć ze sobą towarzyszkę z Trzebiatowa która mogłaby pójść ze mną . Nie pisze oczywiście ze to pluszowy miś.

 

31 marca

Rano pada, oj znów nie będzie lekko.

Tagi: , , , , ,

Comments

comments