3 BIEGUN

Z Dziennika Pielgrzyma, Część 6

23 marca 2015

Wczoraj w nocy o 23.55 ledwie żywy dotarłem do Sianowa. W sumie nieźle się szło, tym bardziej że dołączył do mnie w Gdańsku-Oliwie Piotr. Ale marsz był jednak za długi, ponad 60 km, ciężko się maszeruje tak dzień w dzień. Wieczorem naprawdę czułem się jakbym szedł na biegun. Ale po kolei, najpierw msza u Świętego Jakuba w Gdańsku, na której jest Wojtek Moskal, Wojtek Ostrowski, Natalia, Sławek, Jarek, Marek i wielu przyjaciół. To dziwne być przechodniem w mieście, w którym się urodziłem, niedaleko stąd zresztą, parę ulic w szpitalu Mikołaja Kopernika. Z Wojtkiem o tej porze szedłem na pierwszy biegun w życiu, a i urodziłem się w tym czasie 24 marca. Podczas mszy brat mniejszy kapucyn prosi o pomyślność dla naszej pielgrzymki do Santiago. Jak ciepło i przytulnie w Klasztorze braci mniejszych, ale czas w drogę. Dostaję intencje na karteczkach o zdrowie i Boże błogosławieństwo w chorobie dla Wiesława za wstawiennictwem św. Jakuba. Jeszcze uroczystość przekazania insygnia pielgrzymich w Muzeum Archeologicznym. Jest miło i w ogóle nie czuję zmęczenia. Cieszę się, że mogłem połączyć tak wielu ludzi. Jeszcze seria zdjęć przed Świętym Jakubem i w drogę. Mijam znajome miejsca tak bliskie sercu: pomnik stoczniowców, Stare Miasto, dźwigi Stoczni, czołg, Politechnikę i wchodzę w uliczki Wrzeszcza, mijam szkołę na Obywatelskiej gdzie kiedyś byłem na koloniach, Polanki gdzie Pola z Kasią i babcia Ania były w szpitalu. Mijam domy, kawiarnie, sklepy gdzie kiedyś jakby w innym życiu bywałem. A teraz jestem pielgrzymem, przechodniem. W oliwie w Cafe na Starym Rynku, z Markiem, Piotrem i Jankiem omawiamy trasę, kawa, ciastko i w drogę. Żegnamy się przy wejściu do lasu i dalej idziemy z Piotrem. W Owczarni czekają przy kamieniu węgielnym ludzie, którzy chcą tam założyć Dom rekolekcyjny. Potem napis na drodze Buen Camino i obok narysowany znak ryby. Spotykam za Gdańskiem rodzinę, która mnie szukała 20 kilometrów i prosi o zaniesienie intencji łaski wiary i zdrowia dla całej rodziny a szczególnie małej córeczki. I jeszcze wiele takich spotkań po drodze do Żukowa gdzie na chwilę staję z Wojtkiem i Natalią. Agnieszka z Fundacji przywozi nam ciastka, bardzo smaczne, od razu lepiej się idzie.

W Kartuzach nie ma dla nas miejsca, ale ksiądz z Sianowa deklaruje, że będzie nam towarzyszył do Domu Pielgrzyma w Sianowie. I tak idziemy z Piotrem nocą przez Kaszuby, mijamy wioski, ludzi, żartujemy sobie. Chwila zatrzymania przy Kolegiacie i dalej. Jeden z towarzyszących nam chłopaków opowiada mi jak trudno mu się żyje w rodzinie gdzie wszyscy są przeciwko niemu. I tę intencję zaniosę do Santiago. Przed zaśnięciem oglądam stopy, białe spody i duże bąble. W nocy nie mogę spać ze zmęczenia. Wszystko mnie boli i w każdej pozycji w której leżę ciało sprawia ból, a stopy pulsują. Ale na biegunie też było ciężko tylko o tym zapomniałem.

Cała noc bez snu, ale ciało się trochę zregenerowało. Czas się umyć i dalej w drogę, dziś może do Lęborka. Ale muszę uważać z kilometrami.

Odwiedziny u Królowej Kaszub Matki Boskiej z Sianowa. Rano jeszcze śniadanie, które przygotował Piotr, kanapki, serek, kefir, pycha.

Przed wyjściem spotkanie w szkole w Sianowie. I na koniec chłopiec z porażeniem mózgowym, który nie zdążył, ale chwilę rozmawiamy i robimy wspólne zdjęcie. To są te małe chwile, w których zatrzymujemy czas. Nie wiem, jak będę dziś funkcjonował, ale może dam radę. Ksiądz Wojtek na koniec udziela nam błogosławieństwa i myślę sobie że dobrze będzie tu kiedyś wrócić.

Proszę ciebie Matko Boska Królowo Kaszub abym miał siły, nie poddał się zwątpieniu i dotarł do Santiago. Ruszamy w końcu i idziemy szybkim tempem. Piękne te Kaszuby a w Linii oczekuje nas powitanie: chleb i sól. Są sztandary kaszubskie, flaga Polska, kaszubi w swoich strojach, harcerze, dzieci. Idę w pochodzie ludzi którzy na mnie czekali. Nie pomyślałbym, że coś takiego mnie spotka. Potem siadam przy kawie i ciastku i od energetycznej i naprawdę świetnej Pani Wójt dowiaduję się o poecie, który siedzi przy stole. Miała wykład i spotkanie w Japonii o Panu, który przygotował Requiem dla Jan Pawła II – niego i wielu innych ciekawych ludzi.

Nie pomyślałem, że Kaszubi są tak otwarci i żywiołowi. Jak to wszystko jest przygotowane i sprawdzali moją pozycje w Internecie aby czekać w odpowiednim momencie, chociaż miałem przechodzić dzień później. Od Linii idziemy jeszcze z dwójką z Lęborka, Starostą i panią Fotograf. Czas mija szybko, chociaż ból coraz bardziej daje się we znaki. Dziś najbardziej bolą mięśnie nóg nie stopy. Każdego dnia coś innego. Zachodzimy jeszcze do kaszubskiego gospodarstwa w Popowie na Herbatę i babkę. Przypomina mi się, jak byłem mały i babcia zawsze robiła babkę i jak to smakowało. Kilometry się dłużą, Piotr idzie z przodu, to motywuje, aby iść szybciej. Rozmawiam z moimi współwędrowcami z Lęborka o Camino, jak może zmienić człowieka, ile miasto Lębork włożyło pracy w przygotowanie szlaku i powoli zbliżamy się do miasta. Jeszcze zdjęcie przy tablicy „Lębork” i przejście przez centrum miasta. Po 19:30 dochodzimy do Kościoła – Sanktuarium Świętego Jakuba i Klasztoru oraz Domu Pielgrzyma. Jeszcze spotkanie na którym opowiadam o drodze do Santiago i odpowiadam na pytania. Na koniec kolacja z braćmi Franciszkanami, rozmowy o Maksymilianie Kolbe, MARIANIE Kołodzieju o jego wystawie i grobie w Harmążach.

Zmęczenie, ból i radość. Jest jakiś sens w tym jednak fizycznym cierpieniu. Na koniec dnia prysznic w Domu Pielgrzyma i spać. Jutro też jest dzień.

 

Zobacz poprzednią część Dziennika.

Tagi: , , , ,

Comments

comments